|
Dostanie się Trójca Audio Gracz gotowy... |
Kiedy Somerset Dwyer znalazła dwupokojowe mieszkanie w Nob Hill , poczuła, że dokonała niemożliwego. Dorastając cztery przecznice od nowego miejsca, miała przeprowadzić się do swojego pierwszego mieszkania po studiach, wracając do San Francisco po raz pierwszy jako dorosła osoba. Cieszyła się, że zamieszka w dzielnicy, którą nazywała uosobieniem „starego San Francisco”, z jej restauracjami i surowymi barami, które pamiętała z dzieciństwa. Ale kiedy tam dotarła, odkryła, że coś w duchu tej okolicy się zmieniło.
„Wszystko zniknęło. Wszyscy pracują z domu i nie ma poczucia wspólnoty” – powiedział Dwyer. Nowa fala gentryfikacji napędzanej sztuczną inteligencją i związanej z technologią, przenikała do nielicznych nietkniętych miejsc w San Francisco, a dla Dwyera „utrudniało to ponowne nawiązanie kontaktu z miastem”.
Choć świat może postrzegać San Francisco jako wiodący głos w dyskusji o sztucznej inteligencji, wielu młodych ludzi, co może być zaskakujące, go nienawidzi. W mieście z długą historią przyciągania młodych ludzi bogatą historią artystyczną i postępową, niektórzy twierdzą, że sztuczna inteligencja reprezentuje wszystko, czemu miasto się sprzeciwia.
W środowe wieczory w Kiitos Cocktail Lounge and Sports Bar na Capp Street mała grupa ludzi spotyka się na drinka. Od razu ich zauważasz – są bardzo zróżnicowani pod względem wieku, pochodzenia etnicznego i innych cech demograficznych, ubrani w identyczne jaskrawoczerwone koszulki z wyrazistym, białym napisem: STOP AI.
Oddolna organizacja aktywistów powstała w 2024 roku w Oakland, ale obecnie spotyka się w całej Zatoce San Francisco. Uczestnicy Stop AI reprezentują pokolenia, a wszyscy są zainspirowani negatywnymi konsekwencjami sztucznej inteligencji w swoim codziennym życiu.
Były inżynier oprogramowania, którego praca została zastąpiona przez sztuczną inteligencję, jest teraz „dręczony” billboardami promującymi startupy zajmujące się sztuczną inteligencją , które twierdzą, że „przestaną zatrudniać ludzi”. Nauczyciel plastyki po siedemdziesiątce martwi się o przyszłość sztuk wizualnych, gdy wszystko będzie można powielać. Valielza Huynh-O'Keefe, 27-letnia radna hrabstwa San Francisco z ramienia Partii Zielonych, chce zapobiec temu, by sztuczna inteligencja wniknęła w jej życie jeszcze bardziej, niż to się stało.
„Myślę, że w przypadku pokolenia Z to poczucie nihilizmu jest silne, myślę, że założenie, że lubimy sztuczną inteligencję, jest generalnie nieuzasadnione. Pokolenie Z chce coś z tym zrobić, ale moim zdaniem brakuje politycznego kierunku” – mówi Huynh-O'Keefe.
Potwierdza to niedawny sondaż Gallupa . Chociaż około połowa ankietowanych przedstawicieli pokolenia Z zadeklarowała korzystanie ze sztucznej inteligencji codziennie lub co tydzień, sceptycyzm i negatywne reakcje rosną. Młodzi dorośli wkraczający na rynek pracy obawiali się utraty pracy, a prawie połowa ankietowanych stwierdziła, że ryzyko związane z wdrażaniem sztucznej inteligencji w miejscu pracy przeważa nad korzyściami. Tylko 15% stwierdziło, że postrzega AI jako korzyść netto.
Huynh-O'Keefe, pochodząca z Las Vegas, przeprowadziła się do San Francisco w 2024 roku ze swoim partnerem, który dostał się na studia medyczne na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Francisco. Od razu zakochała się w mieście, a zwłaszcza w jego transporcie publicznym, ale zauważyła, że wraz z pojawieniem się sztucznej inteligencji miasto stało się „mniej przyjazne”. Mieszka w kompleksie apartamentowym w Mission Bay, tuż po drugiej stronie ulicy od siedziby Open AI. Kiedy zobaczyła protest Stop AI na zewnątrz, poczuła inspirację do zaangażowania się, zwłaszcza że grupa nie była związana z żadną konkretną partią polityczną.
„Kwestia sztucznej inteligencji, a w szczególności centrów danych, zdołała zjednoczyć ludzi z całego spektrum politycznego. To nie jest tak naprawdę kwestia Demokratów ani Republikanów” – kontynuowała. „Wiem, że wielu przedstawicieli pokolenia Z rozważa zawody rzemieślnicze i fizyczne, które będą trudniejsze do zautomatyzowania, i w pewnym sensie rezygnuje z tego ogólnego modelu szkolnictwa wyższego”.
W ostatnim sezonie absolwentów generacji Z zaobserwowano ostatnio ruch wygwizdywania mówców, którzy wspominali o sztucznej inteligencji podczas uroczystości wręczenia dyplomów. Na Uniwersytecie Arizony były prezes Google, Eric Schmidt, został wygwizdany, gdy powiedział, że to pokolenie „pomoże ukształtować sztuczną inteligencję”. Na Uniwersytecie Centralnej Florydy Gloria Caulfield, dyrektor ds. nieruchomości, spotkała się z pogardą na całym stadionie po porównaniu rozwoju sztucznej inteligencji do rewolucji przemysłowej.
Niedawni absolwenci mogą mieć prawo czuć się urażeni. Według najnowszych badań, pokolenie Z „traci najwięcej w gospodarce opartej na sztucznej inteligencji”. Ekonomiści szacują, że substytucja AI i powolne zatrudnianie doprowadziły do utraty 11 000 miejsc pracy w USA miesięcznie, według raportu Goldman Sachs AI Adoption Tracker.
„Bogaci i wpływowi ludzie w tym mieście są oczywiście za tym”, powiedziała Huynh-O'Keefe. „Ale zwykli ludzie, my chcemy to spowolnić”.
Zapytani o świat, jaki odziedziczyło pokolenie Z, uczestnicy spotkania na Capp Street rozmawiali o Danielu Alejandro Moreno-Gamie, 20-latku, który rzekomo rzucił koktajlem Mołotowa w dom Sama Altmana w San Francisco na początku tego roku. Jeden z członków powtórzył cytat Moreno-Gamy : „Młodzi ludzie używają ChatGPT do oszukiwania, zanim zdadzą sobie sprawę, że sami oszukują”.
Inni przedstawiciele generacji Z w San Francisco opisali podobny schemat: początkowo zaakceptowali sztuczną inteligencję, ponieważ wydawała się pomocna lub ze strachu przed pozostaniem w tyle, a potem się nią rozczarowali.
23-letnia asystentka osobista, która dorastała w San Francisco i której udzielono anonimowości w związku z polityką etyczną firmy Hearst z obawy przed konsekwencjami w zatrudnieniu, opowiedziała SFGATE o ogromnej presji, z jaką musiała nadążać. Powiedziała, że kiedy zaczynała pracę, czuła się tak niedoświadczona, że skorzystałaby z rad z każdego źródła, więc sztuczna inteligencja wydała jej się pomocna.
„Ale im więcej doświadczenia zdobywam, tym bardziej przekonuję się, że to strata czasu. O wiele lepiej wychodzi mi rozmawianie z ludźmi, dzwonienie i zadawanie pytań” – kontynuowała. „Dostosowanie się do tego narzędzia to dziwna równowaga. Czuję presję, by dostosować się do „przyszłości”, ale przyszłość jest rozczarowująca. To jak mieć głupiego przyjaciela”.
Powiedziała, że szef wywiera na nią presję, by korzystała z tego narzędzia, żeby nadrobić zaległości, a kiedy nie jest pewna, jak wykonać zadanie, wyciąga przed nią chatbota opartego na sztucznej inteligencji i zamiast tego „pyta małego asystenta w kieszeni”. „To starsze pokolenia są tym zachwycone” – powiedziała. „To my jesteśmy rozczarowani”.
„Myślę, że akceptacja sztucznej inteligencji będzie jednym z największych podziałów naszego pokolenia” – kontynuowała, mówiąc, że jako rodowita mieszkanka San Francisco, już dostrzega skutki tego podziału. „Kiedy dowiaduję się, że ktoś pracuje w dziedzinie sztucznej inteligencji, oceniam jego charakter w sposób całościowy. Nasze dzieciństwo było pełne postaci i społeczności, które były tu od dawna. Obserwujemy, jak w wyniku boomu na sztuczną inteligencję rodzi się nowe podejście, które nie interesuje się naszą kulturą”.
Powiedziała, że zauważyła te zmiany nawet w znanych barach. „W North Beach mieszka teraz tak wielu ludzi w naszym wieku, którzy zmieniają to miasto. Pracują w branży sztucznej inteligencji, mając estetykę typowego studenta finansów, i to zmienia nasze miasto” – powiedziała. „Miasto jest teraz zalewane przez nowy typ młodych ludzi”.
Z niedawnego badania przeprowadzonego przez CoworkingCafe wynika, że San Francisco zajęło drugie miejsce pod względem potencjału zarobkowego dla absolwentów szkół wyższych w 2026 roku, ustępując jedynie Atlancie. Miasto oferuje najwyższą medianę dochodów dla młodych specjalistów wśród dużych miast USA, wynoszącą 2 110,135 dolarów.
Wojny kultury technologicznej z mieszkańcami San Francisco nie są niczym nowym; wręcz przeciwnie, ten podział stał się niemal symbolem samego miasta. W latach 90. boom internetowy zapoczątkował ogromną reorganizację gospodarki miasta, a na początku XXI wieku centra mediów społecznościowych Doliny Krzemowej gwałtownie zgentyfikowały dzielnice o niższych dochodach, takie jak SoMa i Mission. Jednak dla wielu ta fala sztucznej inteligencji wydaje się czymś innym. Podczas gdy coraz więcej firm z branży AI przygotowuje się do wejścia na giełdę i wykreowania nowej klasy milionerów spośród swoich pracowników, bogactwo napływające do San Francisco niewiele pomogło w zniwelowaniu nierówności, które wciąż należą do najgorszych w kraju.
Dla wielu młodych mieszkańców San Francisco rozwój sztucznej inteligencji (AI) ma nieustanny i nieunikniony charakter. Nawet jeśli nie wpłynął on na pokolenie Z w sferze zawodowej, może pojawić się w ich świecie randek. Known, pierwsza aplikacja randkowa oparta na sztucznej inteligencji, reklamuje się jako stworzona specjalnie dla mieszkańców San Francisco. Giselle Perez, 29-letnia mieszkanka San Francisco, Giselle Perez, wypróbowała aplikację, ponieważ była ciekawa, z kim zostanie sparowana.
Ale gdy dowiedziała się więcej o tym założeniu, zniechęciła się. Dowiedziała się, że sztuczna inteligencja generuje profil na podstawie kilku pytań i że po zautomatyzowaniu nie można go edytować. Dopasowanie odbywa się wyłącznie na podstawie generowanej sztucznej inteligencji i nie można wcześniej skontaktować się z osobą, z którą się umówiono.
Po skontaktowaniu się z założycielką, aby podzielić się swoimi obawami, została ona zdyskwalifikowana. Jej negatywna opinia została natychmiast usunięta w ciągu jednej nocy, a Perez czuła się coraz bardziej sfrustrowana.
„Powiedziano mi, że to aplikacja dla mieszkańców San Francisco, a przynajmniej dla miejscowych, i byłem ciekaw, czy to prawda. Ale nie została stworzona przez nikogo stąd i z pewnością nie jest dla nas. Już teraz trudno jest tu umawiać się na randki, a sztuczna inteligencja to utrudnia” – powiedział Perez. „Firmy zajmujące się sztuczną inteligencją nie reprezentują mieszkańców San Francisco i nie powinny twierdzić, że to robią”.
Dwyer przeprowadziła się ze swojego mieszkania w Nob Hill do loftu dla artystów w industrialnej części Bayview w zeszłym roku. Mówi, że czuje się tam o wiele lepiej. „Chcieliśmy więcej przestrzeni i tańszego czynszu” – wyjaśniła Dwyer. „I to miejsce jest bliższe San Francisco, które pamiętam. Nasze mieszkanie mogłoby z łatwością zostać przekształcone w startup zajmujący się sztuczną inteligencją. Naprawdę się cieszę, że tak się nie stało” – powiedziała Dwyer.
Jej nowy spot mija cień ogromnego billboardu z AI przy zjeździe z autostrady 101 o kilkaset metrów. „Dziwne, jak on za tobą podąża” – powiedział Dwyer. „Nie wiem, do kogo te billboardy się odzywają, ale na pewno nie do moich sąsiadów”.






Właściwie to bardziej przypomina to posiadanie uszkodzonego urządzenia, o którym nikt nie wie, że jest uszkodzone.
„Sprzedaje się” ci rewolucyjną usługę informacyjną/asystenta osobistego, który wprowadza cię w błąd fałszywymi informacjami, a ty nigdy nie masz pewności, na jakiej podstawie kłamie, ani w jakim stopniu.
Zamiast ułatwiać Ci życie, sprawia Ci więcej pracy, ponieważ musisz sprawdzać wszystkie wyniki i poprawiać błędy.
Słowo „przyjaciel” sprawia, że brzmi to mgliście jak imię ludzkie, albo przynajmniej żywe.
Wygląda na to, że w przypadku „asystenta” AI nie ma po prostu „czegoś”… jak to się mówi.
Modele sztucznej inteligencji naprawdę przypominają film „Głupi i głupszy”. Tak tylko mówię.
Nieustannie zadziwia mnie czytanie esejów na Substacku, które ewidentnie są napisane z pomocą sztucznej inteligencji (jeśli nie wprost), z myślnikami pozostawionymi na miejscu i tym dziwnym, losowym układem zdań. I to w takiej ilości.
Prawdopodobnie masz rację, że podobnie jak Facebook, sztuczna inteligencja stanie się domeną starszych pokoleń.
Ale co tak naprawdę dzieje się z budową centrów danych? I jak pęka bańka spekulacyjna na rynku sztucznej inteligencji?